Burza z krańców ziemi – Solstorm
Przyjemny będzie raczej złym słowem, ale z pewnością godny uwagi. Delikatny thriller w fantastycznej scenerii. Historia opiera się na wątku kryminalnym jednak w filmie próżno szukać pościgów, mordobicia i strzałów z karabinów maszynowych. Można za to pozachwycać się śniegiem i nieźle spasowaną muzyką.
Historia dość prosta, czysto kryminalna. Wszystko toczy się wokół morderstwa Viktora (André Sjöberg). Rebecka Martinsson (Izabella Scorupco) stara się pomóc oskarżonej o morderstwo przyjaciółce Sannie (Maria Sundbom). Dodatkiem do całości jest wątek religijny bo zamordowany Viktor był przywódcą sekty.
Rebecka przyjechała do miasteczka po 7 latach na prośbę Sanny. Spotyka więc wielu przyjaciół po latach, a nie wszyscy darzą ją sympatią. Historia jest więc nieźle ubarwiona, a jak dorzucić do tego małomiasteczkową sektę to robi się już niezwykle ciekawie. Mimo tych scenariuszowych zawiłości film w stonowanym klimacie bez zbędnych bajerów, wypełniaczy czasowych i urozmaiceń. Reżyser (Leif Lindblom) doskonale sobie poradził, stworzył kino które nie nudzi a kolejne fakty pojawiają się w idealnych momentach. Dzięki temu całość nieźle wciąga i nie męczy. Warto dodać że scenariusz oparty na motywach powieści Asa Larssona, i trzeba przyznać że jest to niezły materiał na film.

Cała produkcja może nie jest jakaś górnolotna. Gra aktorska na kolana nie powala, muzyka jest niezła, ale tylko niezła. Sceneria za to wiele podciąga. Faktem jest że w tym przypadku pomysł na film został dobrze wykorzystany, Szwedzi udowodnili po raz kolejny że potrafią zrobić kino bez wielomilionowego budżetu. I to kino na całkiem niezłym poziomie.
Solstorm można spokojnie polecić, a jeśli ktoś ma dość przekombinowanych produkcji nastawionych na akcje to będzie to idealna pozycja na deszczowy wieczór.
Tekst zamieszczony również na moim blogu
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook